Dzień dziecka nad Bugiem

Jak dzień dziecka to wiadomo – na ryby. Wisła nad, którą zazwyczaj spędzam wolne weekendy nadal wysoka. Trzeba było zmienić plany i znaleźć nowe miejsce. W takich sytuacjach zawsze zostaje Bug. Bug jedna z ostatnich dzikich, nieuregulowanych rzek w Polsce. Nie dość, że dziki i piękny to dzięki nietkniętemu przez człowieka biegowi nie przybiera tak gwałtownie jak rzeki z uregulowanym korytem. Woda meandrując płynie kilka razy wolniej niż ta w wyprostowanym korycie. W międzyczasie jest pochłaniana przez roślinność. W momencie kiedy Wisła i Odra osiągnęły stany alarmowe stan na Bugu określany jest jako średni.

Po całym tygodniu pracy i sobocie z kosiarką w rękach postanowiłem wypocząć. Wieczorem zabrałem pickery, białe robaki i dwa kilo zanęty. Miał być wieczór na gruntowo. Nad wodą okazało się, że ryby żerują agresywnie. Po zarzuceniu zestawu z pięcioma białymi robakami kilka delikatnych szarpnięć i robaki zjedzone. Ryby były sprytne, szybko objadały mnie z robaków, wiedziałem, że to drobnica a ta mnie nie interesowała więc postanowiłem zmienić taktykę.

W pokrowcu miałem kij spinningowy Robinson Diaflex Perch Jig 225cm 2-10g stwierdziłem, że poszukam okoni. Zacząłem od szczęśliwej w tym roku srebrnej obrotówki Effzet nr 1. Po kilku rzutach miałem pierwszego pasiaka w granicach 20cm. W międzyczasie w zasięgu rzutu pojawił się boleń. Kilka razy zaatakował w tym samym miejscu. Sprzęt, którym łowiłem, nie jest dedykowany pod bolenie ale stwierdziłem, że zaryzykuję. Na końcu plecionki Phantom Green Spin miałem przypon z fluorocarbonu VDE-R a na nim Strike Pro Montero. W zeszłym roku ten wobler na Wiśle był bardzo skuteczny na bolenie więc powinien sprawdzić sie i na Bugu. Rzucałem w warkocz i wyciągałem na spokojną wodę.

Po kilku rzutach potężne uderzenie. Trochę mnie zdziwiło bo ryba zaatakowała już na stojącej wodzie. Po chwili moje zdziwienie zamieniło się w niepokój. Nad wodę wyskoczył konkretny szczupak a ja nie miałem przyponu wolframowego. Fluorocarbon 0,25mm mógł nie wytrzymać zębów szczupaka. Na szczęście szczupak zapięty za sam „nosek” kotwicą na końcu woblera. Po chwili był już na sesji zdjęciowej.

DSC_0982.JPG

DSC_0984.JPG

Postanowiłem zmienić taktykę. Skoro są szczupaki to trzeba założyć wolfram i przynętę, która sprawdza się na szczupaki. Strike Pro Piglet Shad 8,5 cm posłane do wody z misją skuszenia szczupaka. Obłowiłem miejsce ze stojącą wodą niestety bez efektów. Stwierdziłem, że jeszcze rzucę w rynnę przy brzegu. Pozwoliłem gumie opaść nad dno i delikatnie poderwałem. Poczułem charakterystyczne pstrykniecie, kilka obrotów korbą i solidne uderzenie. Zachowanie zaciętej ryby nie wyglądało mi na szczupaka. Ryba dała się holować w moją stronę ale nie chciała się pokazać, trzymała się dna. Dopiero jak była pod nogami pokazała co potrafi. Zaczęły się odjazdy, niedługie ale silne. Kołowrotek co chwilę oddawał linkę. W końcu przy powierzchni pojawia się zdobycz, piękny sandacz.

DSC_0992.JPG

DSC_0991.JPG

Z jednej strony byłem bardzo szczęśliwy. Pierwszy dzień czerwca a mi się trafia okazały sandacz. A z drugiej trochę zły bo słońce już zachodziło i powoli trzeba było się pakować. Kiedy emocje po holu sandacza opadły zauważyłem, że bolenie biją jak oszalałe. Przypomniałem sobie, że w tym miejscu rok temu skuteczny był wobler Strike Pro Alpha Minnow. Założyłem więc wobler na koniec zestawu i oddałem kilka a może kilkanaście „ostatnich rzutów” Wobler wpada do wody i czuję mocne szarpniecie. Nie zdążyłem nawet zrobić jednego obrotu korbą jak hamulec zaczął oddawać linkę. Boleń, byłem przekonany, że to boleń ruszył w nurt Bugu. Nie mogłem go siłowo targać na kiju do 10g i plecionce 0,06mm. Pozwoliłem mu się wyszumieć w nurcie. Szedł pod prąd co działało na moją korzyść. Po chwili płynął już potulnie po płytkiej wodzie do podbieraka.

DSC_1006.JPG

Dzień dziecka zaliczam do naprawdę udanych. Z jednego miejsca cztery gatunki drapieżników, które na delikatnym zestawie dały dużo emocji.