Powierzchniowe okonie z jeziora Ińsko

Wreszcie nadszedł upragniony urlop. Wiadomym było, że jak wolne to koniecznie nad wodą z możliwością wędkowania. Tym razem wybór padł na duże jezioro rynnowe Ińsko.

Dotychczas moje doświadczenie w łowieniu na dużym jeziorze było niewielkie, łowiłem głównie na rzekach i starorzeczach. Już pierwszego dnia postanowiłem zrobić rozpoznanie. Na razie bez wędki ale chciałem przepłynąć kajakiem jezioro wzdłuż i wszerz żeby go trochę poznać. Woda tak czysta, że widać było na kilka metrów pod kajakiem. Pływając zobaczyłem kilka niewymiarowych szczupaków i stada okoni po około 25cm składające się z kilku sztuk.

67343747_499846517225699_3546338604928204800_n.jpg

Wtedy podjąłem decyzję, że na początek spróbuję dobrać się do okoni. Wracając do brzegu zahaczyłem o wyspę znajdującą się na środku jeziora. Jak się okazało była tam niewielka zatoka wchodząca w głęboko w wyspę. Tam poczułem się jak u siebie. Płytka mulista zatoka porośnięta grążelami to było coś co do złudzenia przypominało starorzecze. Dobre miejsce na początek. Zanim odpłynąłem zobaczyłem jak ławica drobnicy w popłochu skacze nad wodę a większe sztuki zbierają je sprawnie z powierzchni. To było polowanie okoni. Takiego spektaklu jeszcze nie widziałem. Okonie wielkim stadem zapędziły drobnicę pod trzciny i wyjadały jedną po drugiej. Takie rozpoznanie to był strzał w dziesiątkę. Wiedziałem już gdzie szukać okoni i w jaki sposób żerują.

Następnego ranka wziąłem kajak i popłynąłem we wcześniej upatrzone miejsce. Wziąłem kij Robinson City Liner Perch Jig 270cm 3-15g. Pod kij podpiąłem kołowrotek Robinson Dual MG. NA kołowrotek nawinięta plecionka Phantom Green Spin 0,12mm. Plecionka mogłaby się wydawać gruba jak na okonie ale przecież nie mogłem wykluczyć brania szczupaka, w dodatku przy łowieniu w pobliżu grążeli lepiej mieć mocniejszą linkę.

Po spektaklu jaki zafundowały mi poprzedniego dnia okonie postanowiłem, że spróbuję je łowić z powierzchni. Pomyślałem, że idealnie w takich warunkach sprawdzi się wobler powierzchniowy Strike Pro Gobi. Na początku najtrudniejsze było ustabilizowanie kajaka tak abym mógł oddawać precyzyjne rzuty skutecznie w tym przeszkadzał mi wiatr. Po kilkunastu minutach opracowałem technikę na tyle, że mogłem podsyłać poppera wzdłuż pasa roślinności.

DSC_00911.jpg

Początkowo adrenalinę podnosiły mi niewymiarowe szczupaczki. Wyskakując raz po raz spod liści i atakując woblera. Po kilku udanych holach brania szczupaczków ustały. Wtedy w łowisko weszły wodne wilki. Już po samym braniu zorientowałem się, że to nie szczupak. Szczupaki atakowały startując czasem z odległości dwóch metrów. Robiły falę i uderzały równocześnie wyskakując z wody. To branie było inne, ryba pojawiła się znikąd. Szybkie uderzenie i wobler znika pod wodą. Krótki hol i melduje się pierwszy pasiak. Rozmiarowo nie powala bo niewiele ponad 20cm ale już cieszy bo plan się sprawdza. Po około godzinie machania popperem miałem na koncie kilka sztuk w granicach 20-30cm.

DSC_0040.JPG

67721907_375545963343991_5302986284896092160_n.jpg

67337573_2400376270218696_1767478535221411840_n.jpg

Wynik może nie jest powalający ale nad jeziorem zostało mi jeszcze trzy dni a ja dopiero zaczynam poznawać jezioro.

Jednak przy łowieniu powierzchniowym nie jest najistotniejsze jek wielkie są sztuki. Istotne jest to jakich emocji dostarcza widok znikającego z powierzchni wabika i nagły opór na wędce. Zwłaszcza jeśli dzieje się to w pięknych okolicznościach przyrody i mamy okazję podziwiać to wszystko praktycznie z tej samej płaszczyzny siedząc na kajaku.

DSC_1610.JPG

DSC_0051.JPG